Czasem zdarza się każdemu i wcale nie od nadmiaru trosk. Bywa, że z powodu euforii albo po prostu. To co robisz? :)
Okraszam pytanie uśmiechem jak widzisz, by nie wyglądało na natarczywe i nachalne :) Jestem ciekawa jakie pomysły mają nocne marki, które spać nie mogą.
Przypomniała mi się audycja w lubelskim radio, do której zostałam kiedyś zaproszona, a która nosiła właśnie tytuł "Nocne marki", bo można jej było posłuchać od 11 wieczorem do 1 w nocy. Leciała na żywo, a ja tam byłam przez te dwie godziny.
Miłe wspomnienie :) Siedziałam w zaciemnionym studio, obok mnie sympatyczna pani Magda - dziennikarka o "uśmiechniętym" głosie, za szybą pan Piotr - realizator dźwięku, a obok nas latała śliczna, ogromna ćma, która w końcu przysiadła w jakimś cieplutkim miejscu i chyba zasnęła, bo się już nie poruszała.
A my sobie gadałyśmy. Od czasu do czasu pan Piotr puszczał muzykę, którą przyniosłam specjalnie do tej audycji. Potem usłyszałam, że "my tu takiej muzy zwykle nie puszczamy" okraszone uśmiechem radości, że była ku temu okazja, by posłuchać Niemena, Bem, Piaf, Budkę Suflera, Dżem, Małas - Godlewską i Cura czy Kaas.
Jak teraz na ten spis nazwisk spoglądam, to muszę przyznać - niezła zbieranina :)
Ale to wszystko "moja muza" :) Taką lubię. Do tego jeszcze trochę jazzu i arie operowe oraz muzyka klasyczna i Basia czuje się szczęśliwa :)
Cóż, każdy jakiś jest :)
No to wróćmy do tych pomysłów nasennych.
Ciebie nie słyszę, więc opowiem o swoich.
Jak mnie dopadnie "niesen" po śnie, a przed prognozowanym następnym, czyli gdzieś w środku nocy albo bladym świtem, to wstaję. Tłukę się najciszej jak mogę robiąc sobie herbatę i siadam z książką owinięta w tony ciepła, czyli w to, co mam w pobliżu (polecam duże, męskie swetry, najlepiej kaszmirowe :) plus miękki pledzik i równie miękką podusię dla dodania otuchy :)). I czytam, póki nie padnę.
A jeśli, tak jak dziś, nie mogę zasnąć, to albo także czytam, albo piszę wymądrzając się na każdy możliwy temat :)))
Ile stron moich książek powstało w takich chwilach! Ile felietonów! Bezcenne momenty!
No to teraz znów wspomnienia :) Na początku września byłam przez prawie tydzień nad morzem. I tam budziłam się regularnie bladym świtem. Najczęściej nawet przed słońcem i ptakami.
Pewnego dnia zebrałam się po cichutku, bo chociaż byłam sama w pokoju, to wiedziałam jak cienkie są ściany, zwłaszcza w łazience, a sami wiecie jaki hałas czyni lejąca się z prysznica woda. Cuda wyczyniałam, by nie obudzić sąsiadów, a potem ubrałam się ciepło i czekałam na 6 rano, gdy otwierano furtkę, bym mogła pójść na spacer brzegiem morza.
To było niezwykłe! Morze miało dziwny waniliowy kolor przy brzegu a zaspane mewy człapały leniwie po wilgotnym z nocy piachu. Rzadko spotykani ludzie pozdrawiali mnie szeptem i uśmiechem. Odpowiadałam tak samo i szłam dalej prawie płacząc z zachwytu nad podarowanym mi pięknem świata.
No to wyszła mi mała opowieść. Jest 1.36. Zamieszczam i idę spać :)
Ciepłych snów i dobrego, pięknego dnia :)
B.
Przypomniała mi się audycja w lubelskim radio, do której zostałam kiedyś zaproszona, a która nosiła właśnie tytuł "Nocne marki", bo można jej było posłuchać od 11 wieczorem do 1 w nocy. Leciała na żywo, a ja tam byłam przez te dwie godziny.
Miłe wspomnienie :) Siedziałam w zaciemnionym studio, obok mnie sympatyczna pani Magda - dziennikarka o "uśmiechniętym" głosie, za szybą pan Piotr - realizator dźwięku, a obok nas latała śliczna, ogromna ćma, która w końcu przysiadła w jakimś cieplutkim miejscu i chyba zasnęła, bo się już nie poruszała.
A my sobie gadałyśmy. Od czasu do czasu pan Piotr puszczał muzykę, którą przyniosłam specjalnie do tej audycji. Potem usłyszałam, że "my tu takiej muzy zwykle nie puszczamy" okraszone uśmiechem radości, że była ku temu okazja, by posłuchać Niemena, Bem, Piaf, Budkę Suflera, Dżem, Małas - Godlewską i Cura czy Kaas.
Jak teraz na ten spis nazwisk spoglądam, to muszę przyznać - niezła zbieranina :)
Ale to wszystko "moja muza" :) Taką lubię. Do tego jeszcze trochę jazzu i arie operowe oraz muzyka klasyczna i Basia czuje się szczęśliwa :)
Cóż, każdy jakiś jest :)
No to wróćmy do tych pomysłów nasennych.
Ciebie nie słyszę, więc opowiem o swoich.
Jak mnie dopadnie "niesen" po śnie, a przed prognozowanym następnym, czyli gdzieś w środku nocy albo bladym świtem, to wstaję. Tłukę się najciszej jak mogę robiąc sobie herbatę i siadam z książką owinięta w tony ciepła, czyli w to, co mam w pobliżu (polecam duże, męskie swetry, najlepiej kaszmirowe :) plus miękki pledzik i równie miękką podusię dla dodania otuchy :)). I czytam, póki nie padnę.
A jeśli, tak jak dziś, nie mogę zasnąć, to albo także czytam, albo piszę wymądrzając się na każdy możliwy temat :)))
Ile stron moich książek powstało w takich chwilach! Ile felietonów! Bezcenne momenty!
No to teraz znów wspomnienia :) Na początku września byłam przez prawie tydzień nad morzem. I tam budziłam się regularnie bladym świtem. Najczęściej nawet przed słońcem i ptakami.
Pewnego dnia zebrałam się po cichutku, bo chociaż byłam sama w pokoju, to wiedziałam jak cienkie są ściany, zwłaszcza w łazience, a sami wiecie jaki hałas czyni lejąca się z prysznica woda. Cuda wyczyniałam, by nie obudzić sąsiadów, a potem ubrałam się ciepło i czekałam na 6 rano, gdy otwierano furtkę, bym mogła pójść na spacer brzegiem morza.
To było niezwykłe! Morze miało dziwny waniliowy kolor przy brzegu a zaspane mewy człapały leniwie po wilgotnym z nocy piachu. Rzadko spotykani ludzie pozdrawiali mnie szeptem i uśmiechem. Odpowiadałam tak samo i szłam dalej prawie płacząc z zachwytu nad podarowanym mi pięknem świata.
No to wyszła mi mała opowieść. Jest 1.36. Zamieszczam i idę spać :)
Ciepłych snów i dobrego, pięknego dnia :)
B.
