Odhaczam na liście w głowie to, co już zrobione, załatwione, co mija, a i tak mi się ta lista dłuży i dłuży.
A tu kwitną peonie, wydarzenia narastają lawinowo, życie mi miga przed oczami w dość zawrotnym tempie... Gdzie są wakacje?!!! :)
A tu kwitną peonie, wydarzenia narastają lawinowo, życie mi miga przed oczami w dość zawrotnym tempie... Gdzie są wakacje?!!! :)
Nic to, Baśka, jak mawiał uroczy pan Michał do swojej równie uroczej połowicy.
Zanim ogarnę wszystko na razie maleńki kolaż.
Peonie kwitną i pachną, a ja je uwielbiam, więc kupuję, znoszę do domu, pakuję do wazonu, uwieczniam na fotkach, prezentuję na blogu:
Peonie kwitną i pachną, a ja je uwielbiam, więc kupuję, znoszę do domu, pakuję do wazonu, uwieczniam na fotkach, prezentuję na blogu:
Poza tym słucham muzyki pod gołym niebem, bo okazuje się, że w moim mieście są ludzie, którzy uznali to za świetny pomysł i zaprosili muzykę nie tylko do Łazienek, ale też na ulicę Chłodną na Woli.
Udało mi się posłuchać Mozarta, a w najbliższy czwartek będę wchłaniać rodzimy folklor, czyli zespół Mazowsze.
Mozart z tej przyczyny, że trwa organizowany przez Operę Kameralną 25 Festiwal Mozartowski. A Mazowsze... nie wiem i nie dociekam. Pójdę posłuchać, bo to profesjonaliści i mają w repertuarze nie tylko przyśpiewki w rodzaju "Hej, przeleciał ptaszek", które same w sobie też są urocze.
Grający Mozarta kwartet smyczkowy o wdzięcznej nazwie The Tonacja przyciągnął całkiem spore grono słuchaczy. Miejsce też okazało się klimatyczne, bo wokół zamieszkane kamienice (na jednym z balkonów w czasie trwania koncertu jakaś pani rozwieszała pranie :)), od czasu do czasu przejechał samochód, rowerzyści zatrzymywali się na moment, by posłuchać...
Grający Mozarta kwartet smyczkowy o wdzięcznej nazwie The Tonacja przyciągnął całkiem spore grono słuchaczy. Miejsce też okazało się klimatyczne, bo wokół zamieszkane kamienice (na jednym z balkonów w czasie trwania koncertu jakaś pani rozwieszała pranie :)), od czasu do czasu przejechał samochód, rowerzyści zatrzymywali się na moment, by posłuchać...
A niedługo czeka mnie mocny ikonowy akcent na koniec sezonu mojego malowania: wernisaż w najbliższy piątek, jakiś lekko szalony (którego jeszcze nie ogarniam) pobyt na Krakowskim w sobotę, by ludziom poopowiadać o pisaniu ikon i mój niedzielny dyżur w Galerii, gdzie ikony z naszej szkoły są prezentowane i gdzie także poopowiadam chętnym co i jak z tymi ikonami. W niedzielę też pójdę posłuchać Vivaldiego w wykonaniu chóru u świętej Anny.
Za mną zaś sobotni wyjazd na Podlasie do Supraśla i tamtejszego monasteru oraz Muzeum Ikon (dla zainteresowanych - fotorelacja jest na blogu: ikony-michael.blogspot.com).
No i nie mogę oprzeć się pokusie, by zaprezentować jak mi z głowy wyrasta cerkiewna kopuła ;)))
A poza tym... życie trwa, moje serce ma się dobrze, nie śpi, bo pamięta o tych, o których nie sposób zapomnieć, cieszy pięknem nieustannie dawanym mi w prezencie zasłużenie czy nie, uśmiecha do świata i ludzi i w ogóle się nie przejmuje, że ktoś nie odpowiada tym samym :)
B.
No i nie mogę oprzeć się pokusie, by zaprezentować jak mi z głowy wyrasta cerkiewna kopuła ;)))
A poza tym... życie trwa, moje serce ma się dobrze, nie śpi, bo pamięta o tych, o których nie sposób zapomnieć, cieszy pięknem nieustannie dawanym mi w prezencie zasłużenie czy nie, uśmiecha do świata i ludzi i w ogóle się nie przejmuje, że ktoś nie odpowiada tym samym :)
B.

