W moim domu, jak co roku o tej porze, wieczorami palą się pachnące świeczki. Jakoś nas ciągnie do żywego płomienia, który chociaż za bardzo nie ociepla, to i tak niesie otuchę, ogrzewa serca.
I tyle romantyzmu na dzisiaj, bo ogarnęła mnie totalna proza życia, czyli szał porządków, do których chłód na zewnątrz zapędza mnie skuteczniej niż jakikolwiek czas przedświąteczny.
Mój zapał nie ominął też bloga, któremu jakiś czas temu zmieniłam nieco oblicze, a przy okazji zajrzałam tu i tam, co przerodziło się w lekko sentymentalną podróż po przeszłości. Trochę w biegu co prawda, na szybko, ale i tak budzą się refleksje.
Bo widać wyraźnie, że z upływem czasu coś się pozamykało, pokończyło - jakieś znajomości okazały się nietrwałe (nie mam o to do nikogo pretensji - życie), jakieś słowa nie wytrzymały próby czasu, jakieś dawne widzenie czegoś, kogoś poddane zostało weryfikacji.
Zastanawiam się czy tak musi być? I czy można tego uniknąć?
Chyba musi i chyba nie można.
Sądzę, iż czas zamykania jest tak samo istotny jak otwieranie. Myślę, że trzeba umieć zrobić to z klasą i szacunkiem i dla siebie (i swoich dawnych wyborów), i dla innych. W przeciwnym razie wszystko wygląda po prostu smutno.
Spotkałam w swoim życiu tylu ludzi. Z wieloma z nich nie mam już kontaktu. Tak wyszło.
Jednak dar spotkania, a raczej jego owoce - bogactwo innego ludzkiego serca, jego piękno - pozostało we mnie w zakamarkach mojego serca. To bezcenne, tego mi nikt nie odbierze, to nadal mnie cieszy, nadal istnieje, tylko inaczej niż kiedyś.
Swoją drogą - to, co prawdziwe między ludźmi, mocne i tak przetrwa. Pomimo i ponad - czasem, odległością i stosem nieporozumień.
A co do serc... Dowiedziałam się właśnie, że na pewno mają skrzydła ;))) Bo jedno do mnie niedawno przyleciało pokonując sześć i pół godziny jazdy pociągiem.
A może raczej to ciepło, życzliwość i dobro lata wysłane przez serca z misją przypomnienia o sobie?
Jak słychać, cała jestem w uśmiechach z powodu tego lotu serca i paczuszki z miękką zawartością (piękną, och jak piękną!) w środku, która przyleciała korzystając z jego skrzydeł - dziękuję Holly (worldbyholly.blogspot.com) raz jeszcze :)
Dla Ciebie kochana z wdzięcznością, a dla siebie i innych, by ociepliła nam serca i jednak pozostawiła ślad romantyzmu mimo prozy życia - chwila muzyki:
Utwór znany, ale przecież dlatego, że tak urzekający. Nie mogłam się oprzeć jego urodzie.
Dobrych, ciepłych (pomimo jesiennego chłodu) dni :)
B
I tyle romantyzmu na dzisiaj, bo ogarnęła mnie totalna proza życia, czyli szał porządków, do których chłód na zewnątrz zapędza mnie skuteczniej niż jakikolwiek czas przedświąteczny.
Mój zapał nie ominął też bloga, któremu jakiś czas temu zmieniłam nieco oblicze, a przy okazji zajrzałam tu i tam, co przerodziło się w lekko sentymentalną podróż po przeszłości. Trochę w biegu co prawda, na szybko, ale i tak budzą się refleksje.
Bo widać wyraźnie, że z upływem czasu coś się pozamykało, pokończyło - jakieś znajomości okazały się nietrwałe (nie mam o to do nikogo pretensji - życie), jakieś słowa nie wytrzymały próby czasu, jakieś dawne widzenie czegoś, kogoś poddane zostało weryfikacji.
Zastanawiam się czy tak musi być? I czy można tego uniknąć?
Chyba musi i chyba nie można.
Spotkałam w swoim życiu tylu ludzi. Z wieloma z nich nie mam już kontaktu. Tak wyszło.
Jednak dar spotkania, a raczej jego owoce - bogactwo innego ludzkiego serca, jego piękno - pozostało we mnie w zakamarkach mojego serca. To bezcenne, tego mi nikt nie odbierze, to nadal mnie cieszy, nadal istnieje, tylko inaczej niż kiedyś.
Swoją drogą - to, co prawdziwe między ludźmi, mocne i tak przetrwa. Pomimo i ponad - czasem, odległością i stosem nieporozumień.
A co do serc... Dowiedziałam się właśnie, że na pewno mają skrzydła ;))) Bo jedno do mnie niedawno przyleciało pokonując sześć i pół godziny jazdy pociągiem.
A może raczej to ciepło, życzliwość i dobro lata wysłane przez serca z misją przypomnienia o sobie?
Jak słychać, cała jestem w uśmiechach z powodu tego lotu serca i paczuszki z miękką zawartością (piękną, och jak piękną!) w środku, która przyleciała korzystając z jego skrzydeł - dziękuję Holly (worldbyholly.blogspot.com) raz jeszcze :)
Dla Ciebie kochana z wdzięcznością, a dla siebie i innych, by ociepliła nam serca i jednak pozostawiła ślad romantyzmu mimo prozy życia - chwila muzyki:
Utwór znany, ale przecież dlatego, że tak urzekający. Nie mogłam się oprzeć jego urodzie.
Dobrych, ciepłych (pomimo jesiennego chłodu) dni :)
B