Droga życia. Ładne określenie, prawda? Sugestywne. Od razu rodzą się przed oczami obrazy, które pomagają zobaczyć, nazwać, zrozumieć. Każdy ma inną drogę. Inną, bo swoją własną. Nawet jeśli podobną do tego obok, to i tak ta droga należy tylko do jednego człowieka. Z postrzeganiem swojej drogi życia bywa czasem tak, że jawi nam się ona jako przypadek. Coś w rodzaju "nie było innego wyjścia". Czyli jeśli nie coś tam, to może nie byłoby mnie na tej a nie innej drodze. Coś mnie na nią wepchnęło, wkopało, postawiło no to... idę. Jednak takie patrzenie sugeruje, że człowiek czasem bywa pozbawiony rozumu i woli skoro "samo mu się" robi to czy owo. A to nieprawda. Nawet jeśli nam się nie podoba taka myśl to i tak prawdą jest, że dokonujemy wyborów. Nieustannie. Nic "samo" się w naszym życiu nie robi. To zawsze nasza decyzja. Bardziej lub mniej świadoma, ale i tak jest. Nie wiem jak Wam, ale mnie nie zawsze się podoba ta prawda. Bo po prostu wolałabym nie dźwigać na sobie aż tyle odpowiedzialności. Wygodniej mi byłoby powiedzieć sobie, że to nie ja, że to jakiś "on" czy "ona" zadecydowali no a ja się tylko co najwyżej męczę z konsekwencjami czyjejś decyzji co do mojego życia. W tym momencie może mi ktoś powiedzieć, że przecież jest tyle przypadków, że gdyby nie one... itd. Nie neguję ich istnienia, ale ja nie o tym. Mówię tylko, że stając w obliczu tego czy owego, nawet jeśli jest to coś w rodzaju gromu z jasnego nieba, zawsze mam wybór. Po prostu nie widzimy tego w ten sposób. Może nie chcemy widzieć. Może nie umiemy zobaczyć. Może coś tam jeszcze. Nie zmienia to jednak faktu jakim jest istnienie w każdym z nas wolnej woli. Nawet nakaz jaki słyszymy z zewnątrz i jakiemu się poddajemy jest zawsze propozycją i niczym innym. Zawsze mogę mu się nie poddać, chociaż mówię sobie, że nie mogę, bo mi z takim mówieniem łatwiej. Jest, jakby co, zwalić na kogo winę za coś, co się nie udało. Bo gdyby nie to, to... A jesteś pewien? Bo ja nie. I nie wiem czy w ogóle mówienie o czyjejś winie jest sensowne. Wybory to wybory. Bywają obarczone błędem. Nie jestem też pewna czy znalazłabym kogokolwiek, kto nie borykałby się z różnymi problemami na drodze swojego życia. I wtedy łatwo o "gdybanie" i myślenie życzeniowe. Ludzkie. Nie jest nam łatwo iść, chociaż niby to umiemy. Przecież kuszą inne drogi albo chociażby pobocza czy coś, co się widzi w trakcie wędrówki. Najtrudniejsza jest konsekwencja, wytrwanie. I nie mówię teraz o Twoim czy Twoim życiu albo o czyimś jeszcze. Mówię o sobie, tylko o sobie, bo tylko o tym mi wolno. Cóż, człowiekiem jestem... Przepraszam tych, których moje człowieczeństwo gorszy, męczy, drażni, denerwuje czy niecierpliwi. Nie mam usprawiedliwienia.
Basia Smal
Z czasem, który został nam dany możemy zrobić co chcemy. Także zatrzymać się na chwilę i spróbować dotknąć tego, co istotne.
czwartek, 7 marca 2013
środa, 6 marca 2013
Przedwiośnie
Ociepliło się, pojaśniało, idzie wiosna. Odmarzają kałuże i serca. Aż chce się żyć. Kiedyś gdzieś usłyszałam, że zima jest jak śmierć na próbę albo przynajmniej jej przedsionek - zamieranie. A kiedy mija, to czujemy się jakbyśmy dostali kolejną szansę. Czekam więc z utęsknieniem na pierwszy wiosenny deszcz, bo śnieg jak pada to w takim zarozumiałym milczeniu i jak nie popatrzysz to nie wiesz czy on jest czy nie a deszczu nie trzeba się domyślać i za tę oczywistość go lubię. I na burzę czekam, bo nie mam nic przeciwko temu, by natura objawiała swoją siłę. Chociaż teraz, gdy obok mnie zakończono budowę nowego osiedla, nie będę już oglądać nieprawdopodobnego widowiska jakim było ustawianie się wszystkich dźwigów w jednej linii, zgodnie z kierunkiem wiatru, na spotkanie żywiołu. Pamiętam jak razu pewnego piorun walnął w jeden z nich a potem biedny operator krzyczał z góry do kolegów na budowie, że "k..., ale nic nie działa!". No, folklor jednym słowem. Za to na pewno pokażą się znów w moich tujach te niezwykle przystojne pająki (są w poprzeczne jasne i ciemne paski - cudo!), które tkają ogromne połacie pajęczyn, łapiących w swoje sieci wielkie krople porannej rosy. No i pewnie jak co roku przylecą na mój ogród szpaki, żeby dziobać ziemię w poszukiwaniu jedzonka a ja potem będę mieć miliony dziurek w trawie. I może ponownie będzie mnie budzić w niedzielne poranki takie "tiu, tiu, tiu" w wykonaniu jakiejś fauny skrzydlatej, której nazwać nie umiem. No i oczywiście znów co miesiąc będę jeździć na kilka dni do, kochana M., Twojego miasta, które kiedyś było też moje i chodzić tam będę wszędzie na piechotę i to koniecznie tak, żeby przejść obok mojej Alma Mater, by ją pozdrowić. A potem dalej aż do Bramy i za nią zapaść się w jeden z foteli Akwareli, żeby wypić w spokoju wielki kubek pysznej herbaty. A później na targu staroci kupić sobie jeszcze jeden talerzyk z widoczkiem do mojej kolekcji. No i móc stamtąd na jeden dzień wpaść do mojego rodzinnego miasta, gdzie są ulice biegnące stromo z dołu do góry albo z góry na dół, zależnie od tego jak się patrzy i gdzie z parku na Górze rozciąga się przecudna panorama. I wypić kawę w domu mojej ukochanej przyjaciółki "od zawsze" (pozdrawiam B.!). Och, jak mi tego trzeba! No i błękitu nieba a nie jego szarości. I zieleni wokół też mi trzeba. No, dalej wiosno, rusz nie powiem co i przybywaj! :)
Basia Smal
poniedziałek, 4 marca 2013
Strata
Zastanawiam się, co mogę zrobić, żeby nie utracić tego, co mam i co cenię. Tych wszystkich ważności w moim życiu, bez których byłoby ono nie tym, czym jest. Nagromadziło się tego sporo przez lata - ludzie, sprawy i rzeczy. Pewnie przyjdą z czasem jeszcze inne. Otaczają mnie i dają poczucie spełnienia albo na nie nadzieję. Dlatego nie chcę tego tracić. A wiem, że o to łatwo. Ludzkie życie jest kruche. Ludzkie emocje bywają gwałtowne. Słowa - niezręczne i raniące. I może potem nie być odwrotu. Tyle starań potrzeba, by coś trwało. Tyle wysiłku. I ciągłego pamiętania, by go podejmować wciąż na nowo. Kiedy pojawia się jakaś cenność to ma się wrażenie, że pozostanie na zawsze, bo skoro się zjawiła... skoro nie bez powodu zaistniała to i będzie trwać, bo ten powód nam to zagwarantuje. No tak. Marzenia z rodzaju "stoliczku nakryj się!". A życie swoją drogą. Kto tego nie doświadczył, prawda? Coś znika jak płomień, zdmuchniętej przez nagły podmuch wiatru, świeczki. Albo zanika jak płowiejąca z czasem stara fotografia.
Utrata. Okropna rzecz. Jeśli dotyczy szansy na coś, to pojawia się nadzieja na następną, chociaż bywa przecież różnie. Jeśli coś się zniszczyło, to może jeszcze uda się naprawić, ale człowiek... To, co pomiędzy nami... Te wszystkie subtelności, niuanse, delikatność relacji... Łatwo o błąd. Z drugiej strony jeśli jakaś relacja jest tak krucha, że byle co ją zniszczy to może i nie jest ona warta starań, by trwała. Jeśli trzeba aż niemal nadludzkiego wysiłku, by coś istniało to może to znak, że to nie ma sensu? Bo jak coś między ludźmi jest mocne to byle co tego nie zdmuchnie. A błędy są wpisane w nas, w to, co robimy, mówimy, jak żyjemy. Nie da się wiecznie na paluszkach...
Utrata. Okropna rzecz. Jeśli dotyczy szansy na coś, to pojawia się nadzieja na następną, chociaż bywa przecież różnie. Jeśli coś się zniszczyło, to może jeszcze uda się naprawić, ale człowiek... To, co pomiędzy nami... Te wszystkie subtelności, niuanse, delikatność relacji... Łatwo o błąd. Z drugiej strony jeśli jakaś relacja jest tak krucha, że byle co ją zniszczy to może i nie jest ona warta starań, by trwała. Jeśli trzeba aż niemal nadludzkiego wysiłku, by coś istniało to może to znak, że to nie ma sensu? Bo jak coś między ludźmi jest mocne to byle co tego nie zdmuchnie. A błędy są wpisane w nas, w to, co robimy, mówimy, jak żyjemy. Nie da się wiecznie na paluszkach...
W jednej z ostatnich arii opery Pucciniego "Tosca" główny bohater, wiedząc, że niedługo umrze woła z głębi serca, że nigdy nie kochał życia bardziej niż w tej chwili. Tyle dramatyzmu jest w tej przejmującej arii (E lucevan le stelle), że budzą się dreszcze. On już wie, czym jest utrata. Krzyczy o tym, bo tylko ten krzyk mu pozostał. Nie chciałabym doświadczyć czegoś podobnego. Dlatego drżę o to, co mam, co mogę mieć. Jednak czy ma sens żyć z takim wewnętrznym drżeniem? Przecież może mi to zabrać całą urodę życia. I chcąc zachować coś, o co drżę... stracę piękno istnienia. Ech, można się zagmatwać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)