Dzisiaj mam Warszawę w stopach, bo ze Starego Miasta przyszłam na piechotę na moje Bemowo :)
Nie oszalałam :) tylko korzystam jak się da z chyba ostatnich tak pięknych dni.
Wszystko wokół aż drży z radości, bo słońce i ciepło i jakoś tak bardziej letnio niż jesiennie. Ciepło cieszy. Moje geny z Południa mruczą zadowolone. Udziela się całości, czyli mnie od czubka głowy po palce u stóp :)
Wymyśliłam kiedyś, że życie każdego z nas to pęk sznurków. Każdy z nich jest od czego innego. Na przykład jeden to kariera zawodowa, drugi - relacja z jakimś człowiekiem, trzeci - z innym, kolejny to hobby... I tak dalej.
Jednego sznurka nie da się zastąpić innym. Na każdy z nich nakładam "koraliki" - spotkanie, sukces, porażka, jakieś zdarzenie...
Ten mój pomysł pomaga mi w porządkowaniu, a raczej w niezaplątywaniu jednych spraw z drugimi. Ot, choćby mój blog - jest miejscem, w którym dzielę się z tymi, którzy tu zajrzą kawałkiem mnie i mojego życia, ale przecież nie może być i nie jest miejscem, gdzie rozmawiam od serca z przyjaciółką. To miejsce publiczne, dostępne każdemu. "Sznurek" relacji z przyjaciółką jest inny. I tak ze wszystkim.
A ja ostatnio zapełniam z upodobaniem mój "sznurek" przeznaczony na kontakt z pięknem. Tym razem tym, które mogę usłyszeć. Od poniedziałku biegam na koncerty. Słuchałam już orkiestry symfonicznej wykonującej utwory Pendereckiego, Maksymiuka, Dworzaka i Kilara. I byłam na dwóch koncertach organowych - jednym u św. Anny, a drugim u św. Jana. Czeka mnie jeszcze Szopen, ale to dopiero w niedzielne popołudnie w Łazienkach, bo o 16 gra Monika Rosca.
Piękno mnie ociepla. Jest więc moją nieustanną potrzebą. No to szukam go także nieustannie.
A teraz sama już nie wiem czy ciepło wokół jest powodem ciepła we mnie, czy też to, co jest w środku mojego serca sprawia, że patrzę życzliwie na świat dookoła.
Bez znaczenia. Ważne, że jest ciepło :)
Przesyłam Ci je z uśmiechami ode mnie :))) Może stanie się dla Ciebie koralikiem na sznureczku tego, co między nami?
basia
Jednego sznurka nie da się zastąpić innym. Na każdy z nich nakładam "koraliki" - spotkanie, sukces, porażka, jakieś zdarzenie...
Ten mój pomysł pomaga mi w porządkowaniu, a raczej w niezaplątywaniu jednych spraw z drugimi. Ot, choćby mój blog - jest miejscem, w którym dzielę się z tymi, którzy tu zajrzą kawałkiem mnie i mojego życia, ale przecież nie może być i nie jest miejscem, gdzie rozmawiam od serca z przyjaciółką. To miejsce publiczne, dostępne każdemu. "Sznurek" relacji z przyjaciółką jest inny. I tak ze wszystkim.
A ja ostatnio zapełniam z upodobaniem mój "sznurek" przeznaczony na kontakt z pięknem. Tym razem tym, które mogę usłyszeć. Od poniedziałku biegam na koncerty. Słuchałam już orkiestry symfonicznej wykonującej utwory Pendereckiego, Maksymiuka, Dworzaka i Kilara. I byłam na dwóch koncertach organowych - jednym u św. Anny, a drugim u św. Jana. Czeka mnie jeszcze Szopen, ale to dopiero w niedzielne popołudnie w Łazienkach, bo o 16 gra Monika Rosca.
Piękno mnie ociepla. Jest więc moją nieustanną potrzebą. No to szukam go także nieustannie.
A teraz sama już nie wiem czy ciepło wokół jest powodem ciepła we mnie, czy też to, co jest w środku mojego serca sprawia, że patrzę życzliwie na świat dookoła.
Bez znaczenia. Ważne, że jest ciepło :)
Przesyłam Ci je z uśmiechami ode mnie :))) Może stanie się dla Ciebie koralikiem na sznureczku tego, co między nami?
basia
