sobota, 21 lipca 2012

Dzwon

Mam taką teorię: prędzej czy później każdy człowiek usłyszy bijący dzwon i zrozumie, że bije on dla niego. Nie ma zmiłuj - każdy.
Z tym usłyszeniem za to bywa różnie. Czasem dostaniemy od życia po głowie aż nam w uszach, nomen omen, zadzwoni. Kiedy wszystko wali się w gruzy albo zmuszeni jesteśmy do wzięcia wariackiego zakrętu, to nie da się nie usłyszeć dzwonu. Oczy się otwierają na rzeczywistość, dojrzewa się w rekordowym tempie i... już się wie o co chodzi. A przynajmniej jest się na dobrej drodze do zdobycia tej wiedzy.
Bywa i tak, że lata lecą i kiedy przelecą jakąś dla nas wyznaczoną granicę - usłyszymy. Jak wtedy, gdy dociera się na szczyt, który pragnęło się zdobyć. Wszystko pięknie, tyle że stamtąd droga prowadzi już tylko na dół. I o ile zdobycie wierzchołka jest sporym wyzwaniem i może być niezłym celem samo w sobie, o tyle zejście niczym podobnym stać się nie jest w stanie. Nuda, nic ciekawego, ból nóg i tyle.
Dla wielu ludzi ten top ma nazwę "czterdziestka". Do tego czasu zdobywamy: kasę, miłość, swoje miejsce w życiu (kolejność przypadkowa) itd. I nagle budzimy się ze świadomością, że już to mam. Cel osiągnięty. Jestem na szczycie. I teraz co? Za mną mniej więcej tyle przeżytego życia ile jeszcze przede mną. Tylko o ile do tej pory człowiek się wspinał w pełni sił, o tyle schodząc będzie mu tych sił ubywało. Wszyscy to wiemy i żebyśmy się nie wiem jak starali to nie wyrzucimy tej prawdy z głowy. Efekt? Strach. Dalszy efekt? Ucieczka od strachu. Najlepiej zaprzeczyć rzeczywistości i na przykład powiedzieć sobie, że nie jest ze mną jeszcze tak źle. Jeszcze wyglądam i mogę, daję radę i potrafię. Ciągle potrafię, a czasem lepiej niż do tej pory, bo doświadczenie życia, bagaż zdobytych umiejętności itd. itd.
Naciągamy, co się da, podciągamy jak się da i wciągamy, o ile się da.
W jednym celu - udowodnić (ciekawe komu?), że się ciągle dąży do szczytu, że jeszcze na nim nas nie ma, a na pewno daleko nam do schodzenia.
Napatrzyłam się na przeróżne działania, które podejmują ludzie byle tylko zagłuszyć dzwonienie. O kryzysie wieku średniego i jego skutkach pisze się i mówi, mówi się i pisze. Poważnie i ironicznie. Dowcipnie i z przekąsem. Patrząc z góry i patrząc ze strachem. Jeden z tematów istniejących nieustannie. I budzących komentarze.
Ta wygląda nieźle jak na 40+, tamten to niezłe ciacho jak na 40+, te nogi są super, a przecież mają już 40+, a ten sobie zrobił kaloryfer i zobaczcie, że można mimo 40+.
A same czterdziestki z plusem robią co mogą, żeby zasłużyć na podziw. Jakbyśmy się musieli tłumaczyć z czegoś na co przecież w ogóle nie mamy wpływu. Czas biegnie. Czterdziestka dopadnie każdego kto będzie miał szczęście jej dożyć. I chyba dzwon nie po to dzwoni, by się z czegoś tłumaczyć, ale by w końcu odpowiedzieć sobie na parę pytań.
Jedno z nich lubię szczególnie: o co tu chodzi?
Basia Smal

4 komentarze:

  1. Jakby ta 40 coś skreślała. Cholibka, a ona tylko podkreśla. Szacun dla wszystkich tuż przed, tuż po ... i nawet bardziej po, że obśmiewają komentarze o ich pięęęknym wieku :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. A, dzięki za szacun od tej, co to już "po" i co z upodobaniem obśmiewa a poza tym miewa się nadzwyczaj dobrze i z tym "po" i z racji poczucia humoru :)
    I rzeczywiście - podkreśla. Mnie podkreśliła osobowość :) za co jej dzięki wielkie słać nie przestaję.
    Pozdrawiam
    Basia

    OdpowiedzUsuń