sobota, 11 lipca 2015

O gromadzeniu rzeczy i... miłości ukrytej w zmierzchu


Przede mną za jakiś czas dłuższy wakacyjny wyjazd. Zawsze wtedy pragnę jechać z lekkim sercem pozbawionym troski o codzienność, więc teraz powoli odgruzowuję mieszkanie, czyli przeglądam obecny stan posiadania i dzielę na dwa stosy: "za" i "przeciw" ;) 
Pierwszy zostaje, drugiemu pokazuję drzwi.
Brutalne, wiem ale w przeciwnym razie w krótkim czasie utonęłabym w rzeczach, które w przedziwny sposób zostają przy mnie chociaż bywa, iż o to nie proszę. Może zabłądziły, nie wiem, i poniewierają się u mnie na jakiejś półce przestraszone nieznanym miejscem.
Tym bardziej powinnam im pokazać drzwi, nieprawdaż? ;)
Pomagam sobie żartowaniem, by czas upływał milej przy niewdzięcznym zajęciu. A powinno być żelazną zasadą: nie gromadź! Ale kto z nas stosuje wszystkie co do jednej żelazne zasady? No, chyba że w snach, bo na jawie jest... cóż... życie ;)


Tym, co mi zazwyczaj towarzyszy przy odgruzowywaniu jest sącząca się w tle muzyka.
Dzisiaj "pomagał" mi w ten sposób Bocelli. No i wróciło przypomnienie pięknie przez niego wykonywanej pieśni "En Aranjuez con tu amor".
Znasz ją?
Jeśli nie - posłuchaj. Jeśli tak... posłuchaj raz jeszcze :)

Aranjuez
Miasto marzeń i miłości
gdzie szmer źródeł
wody
zdaje się rozmawiać w ogrodzie
cicho, szeptem, z różami

Aranjuez,
dziś suche, bezbarwne liście,
które zamiata wiatr
są wspomnieniem romansu,
który pewnego razu,
rozpoczęliśmy wspólnie ty i ja,
i bez powodu zapomnieliśmy.
Być może ta miłość ukryta
w jakimś zmierzchu,
w bryzie albo w kwiecie
cicho oczekuje twojego powrotu

Aranjuez,
dziś suche, bezbarwne liście,
które zamiata wiatr
są wspomnieniem romansu,
który pewnego razu,
rozpoczęliśmy wspólnie ty i ja,
i bez powodu zapomnieliśmy

W Aranjuez, kochanie
Ty i ja

(za: tekstowo.pl)


Pięknie się zrobiło wokół od piękna ciepłych słów. Niech nam to piękno zostanie w sercach, jak... wspomnienie :)
B

23 komentarze:

  1. Ja również zawsze latem odgruzowuję swoje malutkie mieszkanie z różnych nagromadzonych wcześniej rzeczy. Nadziwić się nie mogę przy tym jak można było tyle zgromadzić. Niestety przeszkadza mi w tym mój pan mąż (zbieracz główny) i wiele z tego zawsze trzeba zostawić.
    Dziękuję za wizytę, a kwiaty są również dla Ciebie. Pozdrowienia ślę:):):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam Twoje zdziwienie :) Mnie także zdumiewa szybkość z jaką znikają w mieszkaniu puste albo pustawe miejsca zapełniane różnościami. Ech, chyba w każdym z nas drzemią zbieracze ;)
      Lubię bywać u Ciebie, bo nigdy nie potknęłam się o narzekanie, na które mam duchową alergię. Zawsze za to spotykam ciepło i piękno. Dziękuję za kwiaty :))) i odpozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. To chyba jakieś narodowe ruszenie ponieważ ja również w zeszłym tygodniu powiedziałam stop chomikom i zrobiłam porządek w paru szafach, żegnając się z rzeczami, których od roku nie używałam. A wczoraj i dzisiaj odgruzowałam kuchnię...i o dziwo okazało się, że mam dużo miejsca na nowe rzeczy:-) Więc już sama nie wiem czy dobrze zrobiłam sprzątając...bo teraz będzie mnie kusiło by zacząć chomikowanie od nowa:-(
    Muzyczka jak zwykle cudna:-)
    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba wina długich dni lata, które pozwalają przy świetle dziennym zajrzeć w każdy kąt :)
      Już mi lepiej, że nie tylko ja się męczę podejmując decyzję co "za", a co "przeciw" ;)
      Wiesz Niteczko, chyba nie uda nam się uciec od samych siebie i zawsze w miejsce starych będziemy gromadzić nowe rzeczy :) Ale... nie ukrywam, spora to przyjemność urządzać na nowo.
      Tę muzyczkę miałam dzisiaj w tle, gdy szalałam po domu i tak jakoś mnie te skrzypeczki schwyciły za serce.
      Serdeczności :)

      Usuń
  3. Mnie się marzy takie kompleksowe odgruzowywanie - wszystkich kątów, strychu, garażu, piwnicy. Ale co się zabiorę za jedno pomieszczenie, w drugim przyrasta, trzecie już się zapełnia. Już nie mam siły, bo to syzyfowa praca w naszym domu! ;)
    Muzyka taka, powiedziałabym lekko zamaszysta, w sam raz na rozstania z rzeczami zbędnymi! :))
    Całuski Basiu przesyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie kompleksowe to chyba tylko... na nowo w nowym miejscu ;) w pustym, nowym domu czy mieszkaniu. W przeciwnym razie jest, jak piszesz - nieustanne dreptanie. Obrastamy w rzeczy szybciej niż dajemy radę to zauważyć. Czasem mi przychodzi do głowy, że także na tym polega życie i nie ma od tego ucieczki :)
      Muzyka dodała mi energii. Koncentrując się na słuchaniu mniej "słyszę" trud pracy :)
      Całuski Ewuniu :)

      Usuń
  4. Wiem o czym piszecie. Czasem gdy patrzę na te wszystkie szpargały, z którymi żal mi się rozstać - to marzę, aby przeprowadzić się w nowe miejsce i... zacząć gromadzić od nowa.

    Ginę czasem w zwałach rzeczy zbędnych i co gorsza wiem, że one odbierają mi energię i zabierają przestrzeń. Z drugiej strony żal się rozstać przez sentyment.

    A może właśnie my, ludzie tacy jesteśmy? Przez całe życie gromadzimy dobra wszelkiej maści, kontakty, wspomnienia, uczucia. A i tak gdy nadejdzie nasz czas pójdziemy - zgodnie ze słowami piosenki - boso.

    Posłuchałem pieśni z wielką przyjemnością. Nie jestem pewien, czy przy takiej muzyce potrafiłbym sprzątać, raczej przerwałbym pracę, usiadł, zapatrzył się w blask zachodzącego słońca i zacząłbym marzyć. O moim własnym Aranjuez.

    Życzę Ci Basiu udanego wakacyjnego wyjazdu. Jedź, żyj, odpoczywaj i gromadź piękne chwile, aby po powrocie się nimi z nami podzielić :)

    Udanych wakacji, pomyśl czasem o nas :)

    Pozdrawiam,

    Piotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że te wszystkie szpargały wokół nas to część nas - naszego życia i zasługują na odrobinę uwagi i życzliwego spojrzenia :) Porządki od czasu do czasu robimy w każdej sferze życia. Nie da się "boso" przez życie. Dopiero, gdy przyjdzie pora, by iść dalej porzucamy wszystko i wtedy nie tylko boso, ale też niemal nago, bo "ubrani" jedynie w bogactwo serca.
      Ładnie powiedziane - "własne Aranjuez" :)
      Wyjeżdżam w góry dopiero za ponad dwa tygodnie, ale już teraz przygotowuję teren mojego serca, by jechać z lekkością i zawieźć tam tylko miłość, którą mam do Tatr :)
      Serdeczności Piotrze :)

      Usuń
    2. A ja za dwa tygodnie ruszam nad moje ukochane morze :) Należę do tych, którzy kochają "wielką wodę". Dźwięk fal bijących o brzeg koi moje skołatane w miejskim życiu nerwy, a świadomość niezmienności i potęgi morskiej uczy mnie pokory. Krzyk mew jest dla mnie obietnicą przygody. Wiem, że wystarczy podjąć jedną decyzję i mogę ruszyć w nieznane. Co prawda zdaję sobie sprawę z tego, że dziś nie wolno mi tego uczynić - ze względu na przysięgi i zobowiązania, które złożyłem, lecz świadomość takiej możliwości jest dla mnie wystarczająca :) I kusząca ;)

      Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że za dwa tygodnie podążymy na dwa zupełnie przeciwne bieguny. Ale mam wrażenie, że morze i góry są wbrew pozorom bardzo do siebie podobne :)

      Usuń
    3. Poczucie niezmierzoności, dali, przestrzeni, horyzont, który niesie obietnice i ciekawi nawet, gdy się nie spełnią, pragnienie niezależności, wolność postrzegana jako ogrom możliwości do wyboru... Tak, to i góry, i morze. I człowiek, który jest życiowym wędrowcem (bo są i osadnicy :))
      Morze, "wielka woda", fascynuje mnie - jego odwieczny i na zawsze oddech, hipnotyzujący rytm, niezmienność, która nieoczekiwanie zaprzecza sobie stając się nieprzewidywalnością, gadanie, mamrotanie, szepty...
      Mogłabym iść i iść wzdłuż brzegu z całym dobytkiem mieszczącym się na plecach ;) i pewnie zaszłabym aż... w góry :) Są na świecie miejsca, gdzie jest jedno i drugie. Po prostu nagle ziemia się urywa jak przerwane zdanie i jest woda po horyzont.
      Mam ogromną nadzieję, że niebo dla mnie będzie właśnie tak wyglądać :)

      Usuń
  5. Basiu, ściskam Ciebie z Medjugorie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Holly, mowę mi odjęło z wrażenia. Ale Cię poniosło w świat! :) Dziękuję za uściski :) Wszystkiego dobrego, a jak wrócisz, to opowiedz jak było.

      Usuń
    2. Kochana Moja, duzo sie dzieje, bedzie o czym opowiadac.Narazie odpoczywam po wedrowce ne Gore Objawien. Przesylam Tobie moje natchnione. mysli i usciski.

      Usuń
  6. Wizyty u Ciebie zawsze wznoszą mnie na jakiś wyższy poziom uduchowienia, zachwytu nad otaczającym pięknem... Bardzo Ci za to dziękuję. :)
    Sama też niestety jestem chomikiem i co jakiś czas muszę robić porządek. W przeciwnym razie nie dałoby się przejść przez nasze mieszkanie. Czasami mam już coś odłożone na kupce do oddania czy wyrzucenia i jeśli szybko się tego nie pozbędę, to niektóre rzeczy ponownie lądują w szafie... To chyba wpojona przez rodziców oszczędność. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Cieszę się, że mogę je odwzajemnić, bo z kolei Twój blog motywuje mnie do poszukiwań dobrych, ciekawych książek (przy okazji - "Bieszczady w PRL-u 3" Potaczały sprezentowałam swojemu tacie na Dzień Ojca i... był zachwycony, a to dzięki Tobie :))
      Mnie także niełatwo pozbywać się rzeczy i także dzięki wpojonej oszczędności, ale niektóre po prostu zalegają już zbyt długo, są zbyt zniszczone albo mocno nieaktualne, a jakoś zostały w tym czy tamtym kącie. Nikt mi nie wierzy, że nie zmieniam ubrań co sezon i że potrafię nosić coś przez długie lata (rekord należy chyba do pewnej ciemnozielonej skórzanej kurtki, którą mam od... 17 lat! :)))
      Serdeczności Korciu :)

      Usuń
    2. Dlatego zawsze patrzę z zazdrością na Amerykanów, którzy wszystkie rupiecie zamiast wyrzucać - gromadzą na strychach ze składanymi drabinkami, a później kolejne pokolenia buszują w tych skarbcach przeszłości odnajdując prawdziwe relikty przeszłości i odkrywając tajemnice czasów młodości swoich rodziców.

      Wówczas można dojść do dość zdumiewającej konkluzji, że nasi rodzice też byli kiedyś młodzi :)

      Lubię czasem poszperać w takich szpargałach, możliwość taką daje wizyta na "giełdzie staroci" na Kole w każdą niedzielę. Mogę wtedy poczuć beztroskę, szperając w rupieciach z mojego dzieciństwa, lub przeglądając stare płyty winylowe. Czasem coś kupię ku zgrozie mojej żony i radości moich dzieci, które prędzej czy później te skarby i tak ode mnie wycyganią :)

      A ja nie mam wyrzutów sumienia kupując te precjoza, bo poniekąd kupuję je nie dla siebie, ale dla potomków ;)

      Usuń
    3. Lubię myśl o strychu pełnym skarbów przeszłości. Nie mam takiego miejsca, chociaż prawdopodobnie nasza piwnica mogłaby co nieco o przeszłości opowiedzieć. Piszę "prawdopodobnie", bo do niej nie zaglądam, więc nie jestem na 100% pewna :) Ale tego, że nasi rodzice kiedyś byli młodzi - jestem! ;)))
      Nie umiem kupować na Kole!!! Może dlatego, że nie patrzę okiem historyka :) tylko okiem pedagoga ;)))

      Usuń
    4. Cieszę się, że tata jest zachwycony. :) I że mogłam się chociaż trochę do tego przyczynić.
      Ja w sumie też lubię takie skarbnice różnych staroci, ale niekoniecznie umiem w nich odnajdywać perełki. Nawet do lumpeksów praktycznie nie zaglądam, chyba że mam pod bokiem dobrego doradcę, wtedy to co innego.
      U mnie w szafie też jest sporo starych lumpów. Najbardziej bawi mnie sytuacja, gdy wygrzebię coś z jej dna, ubiorę do pracy i koleżanki się dopytują, skąd to mam. :) Niestety szafa ma określoną pojemność, a na nową nie ma miejsca, więc muszę rozbić selekcję. Oczywiście tych zniszczonych ubrań staram się pozbywać, ale niekiedy wydaje mi się, że się jeszcze przydadzą... Tylko nie wiem do czego, bo w końcu remontów się zbyt często nie robi, a na wsi już nie mieszkam, żebym potrzebowała odpowiedniej odzieży do ciężkiej i brudzącej pracy. Nawet ogródka nie mam. :)
      Basiu, serdeczności!

      Usuń
  7. Bocelli...jak ciepło zrobiło się na sercu, jak spokojnie i dobrze. Podziwiam od lat tego artystę, jest dla mnie przykładem człowieka, który wspiął się na wyżyny własnej niemocy, pokonał ją i niesie nadzieję i otuchę tym, którym jakaś ułomność utrudnia życie. Jego postawę, jego zaangażowanie w życie po prostu bardzo cenię i chcę naśladować.
    Jak wspaniale, że przed Tobą piękne dni wypoczynku, życzę dobrego czasu i piękna, które tak wspaniale potrafisz odkryć. Z niecierpliwością będę czekać na zdjęcia, jestem przekonana, że jak zwykle będą cudowne.
    Podziwiam Cię za ten podział rzeczy. Wciąż się uczę, że z niektórymi z nich trzeba się rozstać, choć należę chyba do tzw. "chomików". Nie wiem, czy to sentymentalizm czy pokłosie PRL-u, kiedy wszystkiego brakowało, ale zazwyczaj mam kilka podejść do pozbycia się przedmiotu już zwyczajnie zbędnego.
    Dziękuję za rady, wiele razy do nich wracałam, budowały mnie i umacniały, kiedy przypominałam płatek śniegu, topniejący pod wpływem ludzkiej słabości. Pozdrawiam Basiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że jesteś Moni :) Brakowało mi Ciebie, chociaż rozumiem powody - przytulam Twoje serce.
      Moje wakacje dopiero za dwa tygodnie i kawałek, ale miło, że na ten czas życzysz mi dobra - na pewno się spełni, dobre słowa mają moc wspierania.
      Nie znam nikogo, wokół kogo nie zbierałyby się rzeczy postrzegane z czasem jako zbędne. Nie jest łatwo się ich pozbywać. Nie robię jakiejś specjalnej rewolucji, to raczej przywracanie mojego życia do... życia :)
      Jesteś najpiękniejszym płatkiem śniegu jaki znam.
      Wszystkiego dobrego Moni :)

      Usuń
    2. Basiu, tak bardzo dziękuję za ciepło, przytulenie i dobro, które płynie wciąż i płynie:) I bardzo się wzruszyłam...gdy przeczytałam to, co napisałaś o mnie jako płatku śniegu. Dziękuję:)))

      Usuń
  8. Basiu, jak ja dobrze znam to "chomikowanie" papierki, kolorowe materiały, tasiemki, guziki i inne skarby mimo ciągłych porządków zalegają w moich szufladach. Nie wspomnę o ubraniach, które może jeszcze włożę :) itd. Najgorszy jest moment, gdy już się z czymś pożegnam a tu niespodzianka po paru dniach zaczynam tego szukać bo okazuje się niezbędne :) I tu pada pytanie kupować szafy z gumy czy dzielnie żegnać się z nadmiarem rzeczy? Pozdrawiam
    Dżdżownica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dżdżo kochana, chyba nie ma złotego środka, by "mieć" i "nie mieć" jednocześnie :) Pewnie zawsze będzie brakować czegoś, czego się pozbyliśmy i zawsze będziemy mieć czegoś w nadmiarze - życie! :) Staram się pozbywać rzeczy już naprawdę niepotrzebnych i dlatego takie odgruzowywanie dopada mnie co jakiś czas, bo wciąż coś gdzieś zalega i muszę na nowo :)
      Cieszy mnie Twoja obecność :)
      Odpozdrawiam ciepło :)))

      Usuń