czwartek, 6 sierpnia 2015

Wędrowanie z sercem za rękę :)

Dzisiaj zapraszam Cię na króciutką wędrówkę po chwilach i miejscach. Nie będzie trudno - zapewniam. Za to w moim towarzystwie :) A raczej w towarzystwie mojego oczarowanego serca, które od rana mamrocze mi o tym, by mimo chodzącego z szybkością lodowca łącza (moja wrodzona niecierpliwość staje się tu co roku nabytą świętą cierpliwością ;)) opowiedzieć Ci co u mnie.


Cała Polska dyszy upałem a na mnie wieczorami z otwartego okna spływa chłodne powietrze. Bliskość gór sprawia, że upał jest mniej dokuczliwy, chociaż dzisiaj w ciągu dnia było gorąco.
Za to wczoraj złapała mnie na trasie ulewa, która jak zwykle w górach wygląda tak: najpierw pojedyncze kap, kap, kap... a zanim doliczysz do dwudziestu (po drodze w pośpiechu wyszarpując z plecaka kurtkę i getry a chowając do niego aparat fotograficzny i opakowując cały plecak pokrowcem) z nieba leją się strugi wody.
Po minucie wszystko wokół jest mokre - drzewa, krzewy, kamienie, moja kurtka, spodnie i buty oraz odkryte dłonie, po których spływają maleńkie potoczki :) i nieodmiennie pojawia się skojarzenie ze słynnym "panta rhei" ;)))
Ale później... Później góry "dymią" tajemniczo jakby chciały niezwykłym widokiem wynagrodzić wcześniejsze niewygody:



Wiem - brzmię jak zakochana, ale nie przeczę - jestem ;) W Tatrach wszystko dla mnie jest piękne, zachwycające i wspaniałe, bo patrzę na nie oczami miłości, a to najpiękniejsze z możliwych spojrzenie :) Popatrzyłam na nie kiedyś po raz pierwszy, już nie pamiętam kiedy (w każdym razie było to dawno temu) i... dech mi zaparło z wrażenia.
A tego się nie zapomina.


Dzisiaj był dzień odpoczynku, ale okraszony uroczym spotkaniem - młody baranek nie tylko pozwolił pogłaskać się po kudłatym nosku, lecz także okazał mi swoją sympatię ;) skubiąc delikatnie moje palce:


A potem gdzieś na jakiejś cichej ulicy Zakopanego zupełnie przypadkiem znalazłam dom moich marzeń ;) Mam tylko nadzieję, że z tyłu na piętrze miał niewielką oszkloną werandkę, bo bez niej to marzenie nie byłoby moim.


No i jeszcze na zakończenie zdjęcie trochę zaspanej bryczusi leniwie wspinającej się pustą ulicą z nadzieją na szybki, lekki powrót w dół z "bagażem" w postaci zmęczonych turystów ;) 
I na razie tyle, by wędrowanie nie było męczące :)
Do następnego razu :)
B

10 komentarzy:

  1. Basieńko zakochana bez pamięci, Twoja opowieść jest tak sugestywna, że poczułam krople deszczu na moim rozgrzanym ciele. Przeżyłam podobną przygodę, kiedy jeszcze kwitły bzy. Piękne słońce, spacer wśród kwitnącej zieleni, zebrane na łące dzikie kwiaty i w perspektywie, bliżej samochodu obietnica naręczy bzów urwana w ostatniej chwili przed odjazdem. W połowie drogi powrotnej do auta zaczyna kropić delikatny majowy deszczyk, który po chwili przeradza się w gwałtowną ulewę. Szarpnięte w ostatniej chwili bzy spływają wodą, która i tak nic nowego do mojego wyglądu nie wnosi, bo jestem już mokra - do piątego pokolenia. Uściski Rybeńko. Niech moc, pogoda ducha i radość będą z Tobą !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie wracam od Ciebie - co za opowieść Holly! Przepiękna! Jestem absolutnie zauroczona. Czekam na dalszy ciąg :)
      Tak, majowe deszczyki umieją stać się wiosenną ulewą - mimo wszystko... fajne wspomnienie zmoknięcia do piątego pokolenia :)))
      Uściski :) Z Tobą też :)))

      Usuń
    2. A gdzie Ty Basieńko zaginęłaś???

      Usuń
  2. Miło z Tobą wędrować Basiu:) Wyśmienite towarzystwo. A miejsca dla mnie nostalgiczne ze względu na Tatę, On pochodzi z Tatr, cała moja rodzina od strony Taty mieszka właśnie w Tatrach. Częściowo emigrowali do Ameryki, jak wielu górali, częściowo do nas, na zachód Polski za pracą i chlebem. Za każdym razem, gdy jestem tam i nie mogę się napatrzeć na piękno, które tam widzę, zadaję sobie pytanie, jak można stąd wyjechać...Wiem, że praca, życie, itd. Ale piękno tego regionu Polski jest niepodważalne, dla mnie szczególnie w październiku, kiedy turystów mniej, a pogoda jeszcze pozwala na wędrowanie.
    Wyczuwam w Twoje opowieści zadowolenie i prawdziwą radość, że tam jesteś:))) życzę Ci, byś wypoczęła i dalej raczyła nas pięknymi zdjęciami i opowieściami:)
    Ja mam trochę gości, jutro jedziemy w Karkonosze, chcą zobaczyć Szklarską, Karpacz. Są małe dzieci,więc po górach nie będziemy chodzić, ale będzie dobrze:))) Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Moni za ciepłe, miłe słowa :) Pamiętam o Twoich korzeniach. Tak, to piękne miejsce, ale surowe dla ludzi, trudno tu czasem żyć. O wiele łatwiej przyjechać na parę tygodni. Jednak za każdym moim pobytem w Tatrach jestem pod wrażeniem mieszkających tu na stałe ludzi. Wiem, że bywają różni, ale jednak powszechna jest życzliwość, otwartość, dobroć serca. Ogrzewam dzięki temu swoje :)
      Karkonosze także są piękne. Miłego pobytu :)

      Usuń
  3. Basiu,wczoraj gdy z chłopakami oglądałam jak kolarze dojeżdżali do Zakopanego o Tobie pomyślałam, czy wyczułaś tam ten "sportowy nastrój" czy znalazłaś się gdzieś...w okolicy kolarzy?
    Wygląda na to ,że w górach oprócz tego ,że zakochana łatwiej Ci znieść te upały.A zazdroszczę trochę tego deszczu.....kilka kropelek (no może więcej) przydałoby się. Dzisiaj już zapowiedziałam,że muszę się trochę pomoczyć..nad rzeczką.Teraz po stronie cienia u mnie jest +30 stopni. Te ostatnie dni dają mi popalić,wczoraj miałam chwile gdy czułam się jak na karuzeli...głowa jakby nie moja.Basiu taki domek marzeń też mi się podoba,ale ten jest Twój,ale podziwiać przecież mogę...Życzę Ci dalszego miłego,spokojnego spędzenia wolnego czasu (ile tam go jeszcze masz) w ukochanych górach. Fajnie ,że się odezwałaś tu ,bo maila nie piszę abyś nie czuła się zobowiązana mi odpowiadać.....a przyjdzie czas i na to. Trwaj zatem w swoim....zakochaniu.....i do usłyszenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi miło Grażka, że o mnie pomyślałaś oglądając kolarzy w Zakopanem :) W tym roku nie towarzyszyłam im w ich walce. Szczerze mówiąc odstraszył mnie upał. W górach się go dzisiaj nie czuło, zwłaszcza w reglach, ale gdy wracałam dopadł mnie na dole. Kolarzom też daje się we znaki. Ciężko się jedzie chłopakom, ale to twardzi ludzie i jakoś dają radę.
      Lubię podhalańską architekturę i ten piękny dom nie był jedynym, który zwrócił na siebie moją uwagę, ale o tym napiszę Ci po powrocie i wyślę zdjęcia, bo tutaj słabo chodzi internet i mam kłopot z przesyłaniem zdjęć.
      Do usłyszenia kochana :) Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Dzięki za cudną, chłodzącą wędrówkę po górach:-)
    Uwielbiam góry i wiele bym dała by w te upały się tam być. Ostatni raz w Zakopanym byłam kilka lat temu na wycieczce szkolnej, ale to nigdy nie jest to samo co wędrowanie po górach na własną rękę
    i odkrywanie magicznych zakątków:-( W przyszłym tygodniu wybieramy się do Krakowa, ale nie wiem czy starczy czasu by zahaczyć również o Zakopane, bo dzięki Twojemu wpisowi nabrałam dużej ochoty na to:-)
    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Anitko :) Miło Cię gościć. Za chwilę wpadnę do Ciebie, bo wcześniej musiałam wysapać zmęczenie dzisiejszym dniem i dopiero teraz nadrabiam zaległości blogowe.
      Myślę, że byłoby wspaniale, gdybyś zajrzała do Zakopanego :) Chociaż są miejsca na zakopiance, które się mocno korkują i jazda trwa długo. My zazwyczaj w Rabce uciekamy z zakopianki na drogę do Czarnego Dunajca - niby dokłada się trochę kilometrów, ale najczęściej jazda trwa krócej niż zakopianką do końca.
      W górach upał nie dokucza tak bardzo, ale po zejściu niżej daje mocno o sobie znać. Jutro też uciekam więc na trasę :)
      Ucałowania :)

      Usuń
  5. Zazdroszczę bliskości gór. A ten domek świetnie wpasowuje się też w moje marzenia. :)
    Bardzo tęsknię za górami, ale póki co Aurelka jest za mała na wędrówki po górach.
    Mam nadzieję, że za kilka lat nadrobimy, a póki co korzystamy z bliskości morza.
    Ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń