czwartek, 21 lutego 2013

Opowieści o pannie i rycerzu odcinek trzeci

W końcu było tak: on leżał bez ruchu w wielkim łożu boleści. Ona biegała bez tchu i bez snu, ale z nadzieją w sercu. On pozwalał się sobą zajmować, milcząc zawzięcie. Ona pielęgnowała milczenie, godząc się na oczywiste. Wszystko czekało na rozwój wypadków. Nie rozwinęły się, chociaż po jakimś czasie on siedział milczący w przepastnym fotelu, patrząc nieruchomym wzrokiem w okno. Ona czuła się jak potłuczona, słuchając tej ciszy. On pogrążał się coraz bardziej w swoim wnętrzu. Ona chodziła na brzeg morza pogrążać się w falach a potem siadywała w jakimś ustronnym miejscu, patrząc przed siebie wzrokiem pozbawionym wyrazu. On przebierał palcami po stole, wystukując jakiś sobie tylko znany motyw muzyczny. Ona przebierała się trzy razy dziennie, żeby przekonać siebie, że ma zajęcie. A milczenie trwało zadowolone, bo nie znosiło gwaru. Tylko wiatr nie dawał za wygraną i szumiał z uporem w koronach drzew i łodygach traw. Po pewnym czasie uzyskał tyle, że rycerz wreszcie wstał z fotela a panna odetchnęła z ulgą. Dni zaczęły biec. On chodził teraz na długie samotne spacery. Ona tłumiła, cisnące się na usta gderliwe: i po co ci to było? On udawał, że czymś się zajmuje, wykrzykując rozkazy do sfory psów. Ona udawała, że wszystko jest jak dawniej i nuciła pod nosem, przegarniając łyżką dżem ze śliwek, który smażyła w  wielkim garze. Stajenni zostali zwolnieni, przyłapani przez niego na uśmiechach bez powodu. Dziewki kuchenne straciły pracę, bo za bardzo się według niej obijały w robocie. Zamek opustoszał. Ogromne dziedzińce powoli zarastały trawą. W kątach zalegał kurz. Brudne szyby przepuszczały coraz mniej światła. Nawet duchy ziewały z nudów, snując się niemrawo z kąta w kąt. Życie lamentowało i rwało włosy z głowy. Desperacja zwiała, gdzie pieprz rośnie. Melancholia zadomowiła się w sercach i komnatach. Oni mijali się coraz częściej, ledwo się dostrzegając, każde pogrążone w swoich sprawach. Życie z wściekłością szukało pewnej książki z zamiarem podarcia jej na strzępy. Wiatr uznał się za pokonanego i wyniósł się do sąsiedniego zamku. Cisza rozpoczęła królowanie.
Basia Smal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz